Teraz nie dość, że ja choruje to jeszcze mały... Wczoraj zadzwonili ze szkoły i kazali go odebrać wcześniej. Na szczęście hostka to zrobiła. On już chorował przed wprawą do Nowego Jorku, ale pierwszy raz kazali go odebrać ze szkoły! Spodziewałam się, że będzie bardzo zmęczony a on wcale nie wyglądał na bardziej chorego. Szczerze mówiąc to dziwiłam się, że wcześniej chości nie zabrali go do lekarza bo okropnie kaszlał, ale teraz mu już prawie przechodzi. Obawiałam się też, że mój dzień pracy się wydłuży przez to, co się doskonale składa bo większy wysiłek jest wskazany przy chorobie ;) Na szczęście wczoraj prawie cały czas spędziliśmy wg wskazań hostki w domu. Oglądaliśmy bajki i jedliśmy owoce ;)
![]() |
To tak przy okazji, żeby mały mógł się uczyć liter |
Kolejny raz się dziwiłam bo dzisiaj już zabrali Maxa do szkoły! Teraz tylko muszę czekać w pogotowiu, gdyby szkoła zadzwoniła jeszcze raz, że książe jest chory. Cała sytuacja wydaje mi się trochę śmieszna, ale wiadomo, że rodzice decydują o własnym dziecku a nie Au Pair ;) Przynajmniej tak jest w mojej host rodzinie.
A jeśli chodzi o owocowe literki, to hostka prosiła mnie, żebym codziennie uczyła małego liter i nauczyła go czytać prostych słów, bo za kilka miesięcy będzie miał "egzamin", który zakwalifikuje go do odpowiedniej klasy, bo prawdopodobnie będzie zmieniał szkołę. Klasy są trzy i od znajomych wiemy, że w dwóch niższych Max raczej będzie się nudził. Tyle, że on za bardzo literami zainteresowany nie jest, no chyba, że tak zamiast owoców pojawiłaby się czekolada ;)