I to jest właśnie jeden z uroków Miami. Dzięki temu udaje mi się poznać tu mnóstwo Au Pair, które przejeżdżają tutaj na wakacje. Ten weekend spędziłam czas w Miami trochę jak turystka bo odwiedziła mnie Gatta z New Hempshire. Poznałam Ją w NY i to właśnie między innymi z Nią spędziłam mój weekend w Nowym Jorku ostatnio będąc tam. Obie dostałyśmy super prezent urodzinowy!
Ten weekend był wyjątkowo pełen turystów a to podobno dlatego, że w niektórych częściach USA już zaczęła się przerwa wiosenna... Wszyscy oczywiście przyjeżdżając do Miami idą na plaże, albo na zakupy a my nieeee :)) No dobra, o plażę udało nam się zahaczyć w ostatniej chwili i oczywiście się spaliłyśmy. Pogoda na szczęście dopisała. Było wyjątkowo gorąco, zupełnie nie zimowa pogoda, nawet jak na Miami. Teraz spowrotem ziąb i deszcz. Serio Agata, pogoda specjalnie dla Ciebie była ładna. Możesz jeszcze raz przyjechać? ;) Pliis :P
Na początek wybrałyśmy się do Muzeum Sztuki Współczesnej (Museum of Conteporary Art - http://mocanomi.org/) Wystawa był super, głównie powiązana z wodą, przemijaniem, cierpieniem i innymi uczuciami. Była zrobiona w formie krótkich filmików. My jako znawcy sztuki, starałyśmy się interpretować dzieła ;)
Stamtąd pojechałyśmy do Wynwood Art District. Dowiedziałam się o tym miejscu przypadkiem jadąc z małym Maxem do indoor playground, który właśnie tam się znajduje. Wynwood to miejsce z mnóstwem galerii artystycznych i pięknych malowideł, obrazów, graffiti czy jak to jeszcze nazwać na ścianach budynków tych właśnie galerii. Oto małe próbki z tego co widzałysmy:
Podobno jest tam ponad 70 galerii!
Zastanawiałam się co jeszcze Agata chciała by zobaczyć... coś bardzo Miami a raczej Floryda. Pomyślałam Everglades National Park, o którym już kiedyś pisałam. No i znowu widziałam mokradła i krokodyle :)
Tego samego dnia wybrałyśmy się do miejsca, które jest raczej mało turystyczne i pewno mało kto i nim słyszał. Ja sama też dopiero od Agaty się dowiedziałam. Anciet Spanish Monastery, czyli klasztor, który kawałek po kawałku został tu przywieziony z Hiszpanii. (http://www.spanishmonastery.com/#!photo_gallery/c16tz) Właściwie to spodziewałyśmy się czegoś większego, ale za to okolica była bardzo spokojna, zupełna odwrotność od tego co mam tu w Miami Beach. Tam często ludzie urządzają sobie śluby.
Na koniec zostawiłyśmy sobie to co każdy turysta by zrobił tutaj przyjeżdżając z zimniejszego klimatu - oczywiście plaża! Ja znając upały taka w Miami i nie doświadczona w opalaniu zupełnie nie przejęłam się słońcem, które wyglądało zza chmur i oczywiście się lekko spaliłam jaka prawdziwa turystka. Przyglądałam się ludziom na ulicach i zobaczyłam mnóstwo ludzi spalonych na raka. Wiadomo, że to turyści, ale ja?! To jest tak, że kiedy się tu mieszka to opalanie się i codzienne przebywanie na plaży tak nie kręci. Opalałam się tutaj w sumie kilka razy. Wolę raczej być w wodzie, ale teraz trochę za chłodna. Pewnie i tak cieplejsza niż w Bałtyku latem, ale florydzkie słońce mnie rozpieściło ;))
Na szczęście moi hości nie mieli nic przeciwko żebym razem z Gattą odebrała małego ze szkoły. Potem we trójkę wybraliśmy się na przejażdżkę rowerową wzdłuż oceanu i Ocean Drive.
Cały weekend uważam za bardzo udany, ale oczywiście na koniec musiałyśmy się trochę postresować. Hości kazali przywieźć malucha do nich do pracy i odwieźć koleżankę na lotnisko. ja oczywiście, pierwszy raz w mojej karierze kierowcy pomyliłam zjazdy i w panice szukałam drogi do szpitala. Na dodatek mój telefon zaczął szwankować, ale ostatecznie dotarłyśmy i zostawiłyśmy Maxa z rodzicami. Potem droga na lotnisko nie była już skomplikowana, ale kilka minut po tym jak zostawiłam Agatę na lotnisku i kierowałam się do domu już na autostradzie Agata zadzwoniła, że zostawiła torebkę w samochodzie! Ehhh jak to ja, znowu spanikowałam ;) Telefon prawie padał no to wzięłam pierwszy możliwy zjazd i to było akurat w pobliżu wypożyczalni samochodów. Tam zatrzymałam się na chwilkę i wpisałam adres lotniska.Tak mnie pokierowała pani nawigacja, że wjechałam do wypożyczalni samochodów, a właściwie to do miejsca gdzie się oddaje te samochody i załapałam się na darmowy prysznic ;) Na szczęście znalazłam wyjazd stamtąd i łatwo trafiłam spowrotem na lotnisko! Całe szczęście Agata nie zostawiła telefonu w torebce bo wtedy pewnie dopiero w domu zorientowałabym się, że ona nie ma dokumentów i siedzi na lotnisku... Nie wiem. Masakra. Dobrze, że skończyło się tak :)
Nasz wakacjowy weekend uważam jednak za udany. A Ty Agata? XOXO
Ten weekend był wyjątkowo pełen turystów a to podobno dlatego, że w niektórych częściach USA już zaczęła się przerwa wiosenna... Wszyscy oczywiście przyjeżdżając do Miami idą na plaże, albo na zakupy a my nieeee :)) No dobra, o plażę udało nam się zahaczyć w ostatniej chwili i oczywiście się spaliłyśmy. Pogoda na szczęście dopisała. Było wyjątkowo gorąco, zupełnie nie zimowa pogoda, nawet jak na Miami. Teraz spowrotem ziąb i deszcz. Serio Agata, pogoda specjalnie dla Ciebie była ładna. Możesz jeszcze raz przyjechać? ;) Pliis :P
Z Gattą |
Na początek wybrałyśmy się do Muzeum Sztuki Współczesnej (Museum of Conteporary Art - http://mocanomi.org/) Wystawa był super, głównie powiązana z wodą, przemijaniem, cierpieniem i innymi uczuciami. Była zrobiona w formie krótkich filmików. My jako znawcy sztuki, starałyśmy się interpretować dzieła ;)
![]() |
Było tam dosyć ciemno... |
Podobno jest tam ponad 70 galerii!
Zastanawiałam się co jeszcze Agata chciała by zobaczyć... coś bardzo Miami a raczej Floryda. Pomyślałam Everglades National Park, o którym już kiedyś pisałam. No i znowu widziałam mokradła i krokodyle :)
![]() |
Bagna Everglades |
![]() |
Głodny przewodnik... (patrz niżej) |
![]() |
Przewodnik w bagnie! |
![]() |
Przewodnik ze swoim śniadaniem... |
![]() |
Bleeee |
![]() |
Pokaz, na którym w pewnym momencie serio się przestraszyłam kiedy krokodyl szedł w kierunku pana a on był odwrócony plecami zajęty czymś innym... |
![]() |
Śliczna papużka :)) |
![]() |
Ten wzrok.... |
Tego samego dnia wybrałyśmy się do miejsca, które jest raczej mało turystyczne i pewno mało kto i nim słyszał. Ja sama też dopiero od Agaty się dowiedziałam. Anciet Spanish Monastery, czyli klasztor, który kawałek po kawałku został tu przywieziony z Hiszpanii. (http://www.spanishmonastery.com/#!photo_gallery/c16tz) Właściwie to spodziewałyśmy się czegoś większego, ale za to okolica była bardzo spokojna, zupełna odwrotność od tego co mam tu w Miami Beach. Tam często ludzie urządzają sobie śluby.
Na koniec zostawiłyśmy sobie to co każdy turysta by zrobił tutaj przyjeżdżając z zimniejszego klimatu - oczywiście plaża! Ja znając upały taka w Miami i nie doświadczona w opalaniu zupełnie nie przejęłam się słońcem, które wyglądało zza chmur i oczywiście się lekko spaliłam jaka prawdziwa turystka. Przyglądałam się ludziom na ulicach i zobaczyłam mnóstwo ludzi spalonych na raka. Wiadomo, że to turyści, ale ja?! To jest tak, że kiedy się tu mieszka to opalanie się i codzienne przebywanie na plaży tak nie kręci. Opalałam się tutaj w sumie kilka razy. Wolę raczej być w wodzie, ale teraz trochę za chłodna. Pewnie i tak cieplejsza niż w Bałtyku latem, ale florydzkie słońce mnie rozpieściło ;))
Budka ratownika przy piątek ulicy, Miami Beach |
![]() |
Ptasi fitness |
![]() |
Z Maxiem |
Cały weekend uważam za bardzo udany, ale oczywiście na koniec musiałyśmy się trochę postresować. Hości kazali przywieźć malucha do nich do pracy i odwieźć koleżankę na lotnisko. ja oczywiście, pierwszy raz w mojej karierze kierowcy pomyliłam zjazdy i w panice szukałam drogi do szpitala. Na dodatek mój telefon zaczął szwankować, ale ostatecznie dotarłyśmy i zostawiłyśmy Maxa z rodzicami. Potem droga na lotnisko nie była już skomplikowana, ale kilka minut po tym jak zostawiłam Agatę na lotnisku i kierowałam się do domu już na autostradzie Agata zadzwoniła, że zostawiła torebkę w samochodzie! Ehhh jak to ja, znowu spanikowałam ;) Telefon prawie padał no to wzięłam pierwszy możliwy zjazd i to było akurat w pobliżu wypożyczalni samochodów. Tam zatrzymałam się na chwilkę i wpisałam adres lotniska.Tak mnie pokierowała pani nawigacja, że wjechałam do wypożyczalni samochodów, a właściwie to do miejsca gdzie się oddaje te samochody i załapałam się na darmowy prysznic ;) Na szczęście znalazłam wyjazd stamtąd i łatwo trafiłam spowrotem na lotnisko! Całe szczęście Agata nie zostawiła telefonu w torebce bo wtedy pewnie dopiero w domu zorientowałabym się, że ona nie ma dokumentów i siedzi na lotnisku... Nie wiem. Masakra. Dobrze, że skończyło się tak :)
Nasz wakacjowy weekend uważam jednak za udany. A Ty Agata? XOXO